CARGO MOUNTAIN EXPEDITION 9-16 WRZEŚNIA 2019

CARGO MOUNTAIN EXPEDITION 9-16 WRZEŚNIA 2019

9 września. Lotnisko Okęcie w Warszawie. Rusza Cargo Mountain Expedition. Cel: zdobycie położonego w centralnej części Kaukazu szczytu Tetnuldi (4858 m n.p.m.) oraz test produktów CARGO w ekstremalnych warunkach.

Wczesny poranek 10 września. Lądujemy na lotnisku w Tibilisi, a z nami CARGO worek Reflective Orange, nerki Splash, worek Black i worek Small Wish. Nie jest to nasza pierwsza wizyta w Gruzji. Kilka lat wcześniej zdobyliśmy z Tomkiem jeden z najwyższych szczytów Kaukazu - Kazbek (5033,8 m n.p.m). Mamy zatem za sobą pierwsze zachwyty gruzińskimi widokami i zderzenie z gruzińską codziennością. Plan był prosty: z lotniska taksówką dostać się na miejski dworzec (Station Square), następnie marszrutką do Mestii, która stanowiła bazę wypadową. Zgodnie z planem taksówka z lotniska dowiozła nas na dworzec i odjechała. Dopiero po chwili zauważyliśmy, że razem z taksówką odjechał plecak Tomka. Sprzęt mieliśmy w plecaku głównym, dokumenty w nerkach, ale brakowało plecaka przeznaczonego na akcję górską. Nerwowe podpytywania innych kierowców i próby kontaktu z naszym taksówkarzem zakończyły się wezwaniem policji, składaniem zeznań i mocnym opóźnieniem wyjazdu do Mestii. Nastrojów nie poprawiała deszczowa aura, która towarzyszyła nam o poranku i rozłożona na raty podróż do Mestii, do której finalnie dotarliśmy późną nocą.

CARGO MOUNTAIN EXPEDITION

Poranek wyzerował złe emocje z poprzedniego dnia. Obudziliśmy się w miejscu otoczonym górami, nad którymi wznosiły się szczyty Laila (4008 m n.p.m.), Uszba (4710 m n.p.m.) i cel naszej wyprawy - Tetnuldi. Ten dzień poświęciliśmy przygotowaniom. Miejsce utraconego w taksówce plecaka zastąpił worek marynarski CARGO z łatwością mieszcząc potrzebny sprzęt i umożliwiając przytroczenie na zewnątrz namiotu. Ostatnim etapem podróży był przejazd samochodem terenowym do wioski Adishi, skąd zaczyna się właściwy marsz w kierunku masywu Tetnuldi. Droga do miejsca gdzie planowaliśmy rozbić obóz pięła się stromo w górę przez kaukaskie łąki, a my wraz z nią, dociskani ciężarem plecaków. Ale ciężar na plecach to nie jedyna trudność z jaką przyszło nam się zmierzyć. Marszu nie ułatwiała także pogoda. Najpierw strasząca zbierającymi się nad nami chmurami, potem lekką mżawką, aż w końcu intensywną ulewą. Namiot rozbijaliśmy już całkiem przemoczeni. Dopiero wieczorem deszcz odpuścił, a chmury rozszczelniły się miejscami na tyle, by zaprezentować nam upragniony szczyt.

Wiedzieliśmy, że noc nie będzie należała do przyjemnych. I nie była. Zasypialiśmy przemoczeni - obudziliśmy się zmarznięci, z warstwą lodu, który zdążył szczelnie pokryć namiot. Dopiero wyjście na zewnątrz przywróciło nam pozytywną energię. Bezchmurne niebo i ciepłe promienie słońca zmotywowały nas do szybkiego śniadania, spakowania się i ruszenia w górę. Dalsza część drogi wiła się między kamieniami i blokami skalnych wielkości małego samochodu. W tym labiryncie próbowaliśmy doszukać się właściwej drogi. Podpowiedź, że idziemy we właściwym kierunku - co jakiś czas - dawały nam usypane kamienne kopczyki. Ale prawdziwym zmartwieniem nie było szukanie drogi, a nadciągające nad masyw gęste chmury. Kiedy wchodziliśmy na przełęcz Amarati Nest (3369 m n.p.m.) burzowe chmury szczelnie osiadły nad celem naszej wyprawy. Kontynuowanie wejścia na Tetnuldi w takich warunkach pogodowych było niemożliwe. Chmury nie odpuściły także następnego dnia. Jakby na potwierdzenie gruzińskiej legendy, według której Tetnuldi to kapryśna kobieta, która kryje się za całunem chmur. Zeszliśmy do Mestii z decyzją, by nie odpuścić zdobycia Tetnuldi. Wrócimy na Kaukaz i spróbujemy kolejny raz, w nadziei że góra nie schowa się pod chmurami.

16 września. Mimo niezrealizowania planu wróciliśmy z Gruzji z pięknymi wrażeniami i sporym bagażem doświadczeń. Dosłownie. Ten szczególnie ważny cel naszej wyprawy - test produktów CARGO w ekstremalnych warunkach był prawdziwie ekstremalny, biorąc pod uwagę fakt, że worek marynarski CARGO przejął rolę plecaka górskiego. Zmieniając swoje przeznaczenie okazał się pakowny i wytrzymały (utrzymując ciężar 20 kg), a co najważniejsze - całkowicie nieprzemakalny. Testy zdał również worek Small Wish (służący jako pokrowiec na raki), którego materiał wytrzymał kontakt z ostrzami. Nieocenione okazały się nerki CARGO, dzięki którym najważniejsze rzeczy, między innymi dokumenty, mieliśmy przy sobie. Gdyby nie one, Tomek najprawdopodobniej straciłby je wraz z plecakiem, do którego zazwyczaj je pakował. Miejskie torby CARGO zdały egzamin, co nas cieszy, bo z przyjemnością wrócimy z nimi na Kaukaz za rok.

Ekipa Cargo Mountain Expedition