Bad Ape Trippin - bloger, podróżnik, adrenaline junkie

Badapetrippin, czyli zła podróżująca małpa. Jego talizmanem szczęścia są naczelne. Szczególną sympatią darzy KOBĘ z filmu ,,Planeta Małp”. Na stałe mieszka w Berlinie, lecz większość czasu spędza w kamperze przemierzając Europę. Niskobudżetowe życie na 12 metrach kwadratowych traktuje jako odtrutkę od nieustannej gonitwy za karierą i próbą uszczęśliwiania się kolejnymi, zupełnie niepotrzebnymi dobrami materialnymi. Prywatnie wyczillowany mężczyzna z brodą, który bardziej niż tlenu potrzebuje do życia adrenaliny.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z kamperem?

W czerwcu tego roku trafiłem do szpitala z zatorem płuc – 95% powierzchni zajęte przez skrzep. Lekarz powiedział mi, że jedynym powodem, dla którego żyję, jest moje przyzwyczajone do ciężkiej pracy serce. Paradoksalnie trafiłem w to miejsce przez sport – odwodnienie, na pierwszym w życiu triatlonie, samochód, samolot, brak odpoczynku - ten sam sport sprawił, że żyję. No i doktor Kopacz, oczywiście! Dokładnie o tej samej porze roku, dziesięć lat wcześniej, zdiagnozowano u mnie raka tarczycy, więc zakrzep był kolejnym sygnałem, który popchnął mnie w kierunku radykalnej zmiany stylu życia. Postanowiłem sprawić sobie samemu prezent, w postaci rocznej przerwy, z dala od etatowej pracy. Mam silne postanowienie, żeby w 2018 roku pracować wyłącznie w weekendy – za karnet na wyciąg łejkowy, pisząc, sprzedając CARGO x BADAPETIPPIN na spotach rowerowych i łejkowych, bądź na festiwalach muzycznych. Udało mi się odłożyć trochę pieniędzy. Sprzedałem mnóstwo niepotrzebnych rzeczy. Za zgromadzone monety kupiłem i wyremontowałem kampera. Po drodze przeprowadziłem się z Karoliną z Warszawy do Berlina. No i tak to się wszystko zakręciło. Życie…

Jak wygląda Twój dzień?

Jeszcze nie mogę o nim za dużo opowiedzieć, bo odebrałem kampera tuż po Bożym Narodzeniu, a wyjechałem nim dopiero pod koniec lutego. Mając ZERO pojęcia o karawaningu postanowiłem przetestować swój nowy dom w hardkorowych, zimowych warunkach. Lubię bardzo Włochy, dawno nie byłem w Livigno, więc pierwsze noce w Stormtrupku spędziliśmy z Karoliną na cudownym kempingu pod Motolino. Zima jest trudna, szczególnie gdy coś przestaje działać, na przykład ogrzewanie - ale to już historia z innego miejsca. Szczęśliwie w Livigno wszystko działało. Lekki mróz nie przeszkodził nam w rozpalaniu ognisk i cieszeniu się naturą, tuż za progiem domu na kółkach. Bałem się trochę, czy Karolinie spodoba się takie podróżowanie. Niepotrzebnie – zakochała się na maksa w takim obcowaniu z naturą. Czekam niecierpliwie na cieplejsze dni – otwierasz drzwi samochodu i wychodzisz do WIELKIEGO salonu, który codziennie może być inny. Już wkrótce odbędzie się kumpelska premiera Stormtrupka w Karkonoszach. Nie mogę się doczekać. Będzie się działo!

Opisz siebie w 3 hasztagach.

#badapetrippin #lostandfound #neueheimat

Jak połączyłeś się z CARGO by OWEE?

Anię poznałem, kiedy miała… 17 lat. Studiowałem w Nowym Sączu. Znajomi mieszkali u jej rodziców i tak się poznaliśmy. Kilka lat później, gdy miałem knajpę na Kazku w Krakowie, Ania pracowała w niej ze mną. Generalnie lubimy się i spotykamy, kiedy tylko możemy. Kibicuję bardzo jej modowo-biznesowym poczynaniom – myślę, że ma z czego być dumna!

Masz prawie cały stuff CARGO by OWEE. Skąd ten wybór?

Ania uszyła mi limitowaną wersję plecaków z cordury, która została po remoncie tapicerki w Stormtrupku. Wyglądają za$%#cie! Część rozdałem kibicującym mi znajomym; jeden ma Karolina, jeden mam ja.  Zostało mi kilka sztuk, które sprezentuje ludziom, którzy pomogą mi po drodze. Oprócz plecaków dostałem na drogę, szyte na wymiar, ładownice do moich Stormtrupkowych szafek – dzięki nim mam dwa razy więcej miejsca Działają trochę, jak miękkie torby podróżne, tyle że dopasowane do przestrzeni mojego auta.

Posiadam, także smycze, na jednej klucze do domu w Berlinie, na drugiej klucze serwisowe do Stormtrupka. Są bardzo praktyczne – łatwo je „przymocować” do szlufki w spodniach i schować pęk kluczy do tylnej kieszeni. A do tego stanowią ciekawy dodatek do garderoby.

Mam też czarną nerkę REFLECTIVE - z refleksem światła. Jest idealna na rower. Dzięki niej jestem widoczny na drodze, co w zdecydowany sposób zwiększa bezpieczeństwo podczas wieczornych przejażdżek.

Jak określisz siebie za pomocą rzeczy, które nosisz w CARGO?

To zależy od pory roku. Zimą wożę w plecaku łopatę, sondę i detektor lawinowy, herbatę w termosie, a także foki. Mój ulubiony sport to split-board, więc plecak przydaje się do noszenia sprzętu podczas podchodzenia. Kiedy jest cieplej, to w nerce podróżują portfel, telefon i aparat fotograficzny.

Jaki kolor jest Twoim ulubionym kolorem i dlaczego?

Ostatnio ubieram się na czarno. Mono garderoba jest bardzo praktyczna w podróży – zero segregacji, wszystko załatwiasz jednym praniem. Auta lubię grafitowe – taki, też jest kolor Stormtrupka, w środku i na zewnątrz (jest też mnóstwo białego, ale to taki neutralny kolor). Dodałem trochę czerwieni, w postaci chodników, żeby nie było za nudno.

Za co lubisz swoje CARGO?

Ania uszyła mi ładownice do kampera, w których wożę wszystko co mi jest potrzebne w podróży. Dzięki nim rzeczy nie rozsypują się po całym samochodzie, nie hałasują podczas jazdy, no i ograniczona przestrzeń w szafkach jest dużo lepiej wykorzystana. CARGO ogarnia chaos w moim domu na kółkach!

Jakie funkcjonalności cenisz w swoim CARGO?

Chyba najbardziej, z produktów CARGO by OWEE, lubię nerkę. Dzięki niej nie muszę wszystkiego pakować do kieszeni. Mogę ją nosić, na kilka różnych sposobów, co zapewnia mi swobodę ruchu na rowerze. No i absolutnie niezastąpione jest odbijanie światła, na przykład reflektorów samochodowych, które czyni cię bardziej widocznym dla innych uczestników ruchu. A przez to bardziej bezpiecznym.

Historia z CARGO by OWEE.

W Ponte Di Legno postanowiliśmy z Piterem nakręcić trochę materiału z CARGO by OWEE w roli głównej. Po dwóch dniach po ostatnim opadzie śniegu, ciężko było znaleźć jakieś dziewicze miejsce. Z wyciągu wypatrzyliśmy nasze Hokaido – fajnie nastromioną miejscówkę w lesie, przypominającą krajobrazem japońską mekkę frirajdu. Jak się później okazało brak śladów po rajderach był wynikiem ograniczonej dostępności tego miejsca. Puchu było mnóstwo… na podejściu. Ale warto było wdrapać się na górę. Fajne linie i kilka dobrych ujęć. Pozdrowienia dla Pitera – scenarzysty i operatora w jednym! Mam nadzieję, że w końcu zachce mu się zostać montażystą ;).

3 hasztagi opisujące Twoje CARGO

#kazdydzienwinnymmiejscu #ogarniachaos #refleksyswiatla

Magda Sokulska

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów